Chciałabym, żeby – tak, dla odmiany – przydarzyło się coś miłego. Coś naprawdę bardzo miłego. Tak, dla równowagi, nabrania sił. I żeby na długo starczyło. Nie mam wielkich wymagań. Mógłby np. wreszcie zjawić się On i zabrać mnie stąd na trochę. Albo na trochę dłużej.
Miło byłoby też odejść sobie na własną rękę. Tak, dla kaprysu – wyparować. Zdematerializować się. Bo zdecydowanie nie podoba mi się dorosłość. I zdecydowanie się do niej nie nadaję. Jak i do paru (wielu…) innych rzeczy.
Trzecie życzenie do złotej rybki oddam w dobre ręce. Choć raz w życiu nie będę egoistką…