Jestem beznadziejnie infantylna, rozmemłana, niepozbierana i mam nastroje jak stara panna w okresie menopauzy. Dobrze, że i tak nikt tego nie czyta.
niedziela, 13 lipiec 2008 autor: dziewczyna
Jestem beznadziejnie infantylna, rozmemłana, niepozbierana i mam nastroje jak stara panna w okresie menopauzy. Dobrze, że i tak nikt tego nie czyta.
Co do jednej rzeczy mylisz się z pewnością: czasem ktoś czyta.
Co do reszty mylisz się prawdopodobnie – a jeśli nie to przynajmniej mośesz po stronie plusów zapisać: jestem samokrytyczna.
Synu Odysa: miałam pewność, że ktoś tu zagląda. Mimo, iż starałam się stworzyć możliwie najmniej rzucający się w monitor blog, jak można. Teraz wiem, że ktoś to czyta. Poczułam się nieco… obnażona. Nie spodziewałam się przygodnego czytelnika. Tak, wiem, że powinnam się z taką ewentualnością liczyć.
Co do samokrytyki: masz rację. Szkoda, że to plus efemeryczny;)
Droga dziewczyno,
Piszesz, bo masz najwidoczniej taką potrzebę. Każde uczciwe pisanie (podobnie jak uprawianie każdej innej sztuki) ma coś z obnażania. Ważne jest, jak sądzę, aby mieć co obnażyć. Nagość nie jest ani smutna ani wesoła, ani brzydka ani piękna. Jej nie ma dopóki nie pojawi się w głowie patrzącego.
“Co do samokrytyki: masz rację. Szkoda, że to plus efemeryczny;)”
Nie wiem czy mam rację. Nie poszukuję racji i niezbyt mi na niej zależy. Jeśli jednak oboje tak uważamy to prawdopodobieństwo, że tak jest wzrasta, nie sądzisz?
Dlaczego plus jest Twoim zdaniem efemeryczny?
Krytyczne spojrzenie na siebie samą jest oznaką zdolności do autorefleksji, dostrzegania konieczności samodoskonalenia, konstruktywnego, a czasem nawet twórczego niezadowolenia. Może – aczkolwiek nie musi – być szansą. Wielu ludziom życzyłbym większej dozy samokrytycyzmu bo zadowolona z siebie głupota jest czymś odrażającym.
Nie bądź dla siebie tak surowa. Z samokrytycyzmem da się świetnie żyć. Przedtem trzeba jednak spróbować polubić samego siebie.
Pozdrowienia z bardzo daleka.
T.
Telemachu, tu pisałam swobodnie. Odsłaniałam tę część siebie, której nie zna prawie nikt. Nie spodziewałam się, że ktoś (oprócz dwóch osób) kiedykolwiek to przeczyta, a w dodatku skomentuje. Stąd zaskoczenie, niepokój i zdziwienie, gdy się tu pojawiłeś.
Plus jest efemeryczny, bo czasem zdarza mi się samokrytykę porzucać. Tyle że później wraca z podwójną siłą.
Polubić siebie – chwilowo chyba mam z tym problem. Czasem ciężko mi wytrzymać z samą sobą.
Pozdrowienia z dorosłej krainy małej dziewczynki.